Uszwica – górska rzeka
czytane 580 razy
W ubiegłym roku po raz kolejny Uszwica udowodniła, jak niszczycielskim żywiołem potrafi być woda. Władze wojewódzkie, powiatowe i gminne nareszcie zaczęły poważne rozmowy na temat zmniejszenia zagrożenia powodzią terenów położonych w dolinie rzeki.
Uszwica od wieków stanowiła zagrożenie dla Brzeska i okolicznych terenów, co jakiś czas powodując straty w rolnictwie i dobytku mieszkańców. Pierwsze próby regulacji rzeki na terenie miasta zostały podjęte pod koniec XIX wieku, wtedy przekopano nowe koryto rzeki odsuwając je znacznie od ulicy Głowackiego i domów, które były wcześniej regularnie zalewane. Przez ostatnie dziesięciolecia jednak niewiele zrobiono, jeśli nie zupełnie nic, aby zwiększyć kontrolę nad żywiołem, mimo, że rzeka co jakiś czas zalewała okoliczne tereny. Powodzie miały miejsce w roku 1970 i 1972, najbardziej katastrofalna w lipcu 1997, dwukrotnie w roku 1998, w latach 2001 i 2010. Górska rzeka, jaką jest Uszwica przybiera bardzo szybko. Kulminacyjna fala pojawia się w granicach powiatu po 3-4 godzinach od utworzenia, jest bardzo niewiele czasu aby ostrzec mieszkańców o nadchodzącym niebezpieczeństwie.
Najbardziej zagrożone powodziami są cztery gminy położone w dolinie Uszwicy: Gnojnik, Brzesko, Borzęcin i Szczurowa. Samorządy po doświadczeniach ubiegłego roku, gdy zniszczeniu uległy domy mieszkalne, drogi, szkoły i pola uprawne zaczęły naciskać na władze wojewódzkie w sprawie inwestycji, które zabezpieczyłyby dolinę rzeki przed katastrofalnymi wezbraniami. Zdaniem zarządów gmin tylko całościowy i kompleksowy plan uregulowania Uszwicy może poprawić sytuację gmin powiatu brzeskiego. Do najpilniejszych należą: budowa zbiorników retencyjnych w Gosprzydowej i Porąbce Uszewskiej, wytyczenie polderów zalewowych i nowe obwałowania Uszwicy. Pomysł budowy zbiornika retencyjnego w Gosprzydowej ma swoją długą historię, pierwsze plany powstały już w 1968 roku. Pomysł powrócił po powodzi w 1997 roku i nawet znalazły się pieniądze na tę inwestycję, jednak mieszkańcy Gosprzydowej i sąsiednich wiosek nie chcieli zgodzić się na powstanie zbiornika i mimo wyznaczenia trzech alternatywnych lokalizacji nie udało się doprowadzić do porozumienia. Samorządy gmin zdają sobie sprawę, że bez zdecydowanego działania, dolina rzeki będzie cały czas narażona na niebezpieczeństwo. W ubiegłym roku woda z Uszwicy wylewała kilka razy, w miejscowości Uszew, w gminie Gnojnik te same gospodarstwa podtapiane były siedem razy. Straty w infrastrukturze gmin objętych ubiegłoroczną powodzią zostały oszacowane na ok. 100 mln złotych – to straty, które mimo przyznawanych funduszy na odbudowę zniszczeń, będzie bardzo trudno odrobić.
Wójt gminy Gnojnik Sławomir Paterek ma nadzieję, że tym razem plany budowy zbiornika zostaną szybko zrealizowane. – Przygotowanie dokumentacji, a szczególnie opinii środowiskowych to czasochłonna procedura. To może potrwać pół roku, ale może potrwać też pięć lat – mówi wójt Sławomir Paterek. W tej chwili staramy się we własnym zakresie poprawić bezpieczeństwo udrażniając koryto rzeki. Są prowadzone prace polegające na wycinaniu drzew i krzewów rosnących blisko wody, aby nie zatrzymywały jej przepływu. Tymi działaniami chcemy też przepędzić bobry, które chętnie budują swoje żeremia na terenach zalesionych. Oprócz budowania tam, bobry podkopują brzegi, doprowadzając do ich szybszej erozji. Naciskamy też na Wojewódzki Zarząd Dróg aby zabezpieczać miejsca, gdzie rzeka podmyła drogi lub chodniki. Musimy zdawać sobie sprawę, ze żeby uregulować cały bieg Uszwicy są potrzebne olbrzymie środki – od 120 do 150 mln złotych. Nie mamy co liczyć na takie finansowanie, musimy starać się sukcesywnie zabezpieczać jak najdłuższy odcinek rzeki. Ale jeżeli prace udrażniające nie będą prowadzone także w niższych odcinkach, woda nie będzie miała gdzie spływać, będzie się spiętrzać i będzie występować z brzegów.
Wójt Borzęcina Janusz Kwaśniak jest także zainteresowany inwestycjami przeciwpowodziowymi i zdecydowany na walkę o fundusze na ten cel. Gmina Borzęcin bardzo ucierpiała podczas ubiegłorocznej powodzi, wykonanie koniecznych inwestycji na jej terenie to koszt około 20 mln złotych.
Pierwszy krok został już zrobiony. Ochrona przeciwpowodziowa doliny rzeki Uszwica była kluczowym tematem spotkania w starostwie powiatowym w Brzesku, które odbyło się 18 lutego z udziałem członka Zarządu Województwa Małopolskiego Stanisława Sorysa, wicestarosty brzeskiego Ryszarda Ożóga oraz przedstawicieli gmin z powiatu brzeskiego i bocheńskiego.
Przypomnijmy, że Małopolska to rejon o największej ilości opadów, a duża zmienność przepływów decyduje o szczególnym zagrożeniu powodziowym. Średni odpływ jest prawie dwukrotnie wyższy od przeciętnego dla Polski, co wskazuje na potrzebę zwiększenia sztucznej retencji. Małopolski Sejmik, jako jeden z pierwszych w Polsce, przyjął tzw. Program Małej Retencji, który przewiduje budowę kilkudziesięciu zbiorników i polderów w całym regionie. Wzmocnią one przede wszystkim ochronę przeciwpowodziową, ale też będą magazynowały wodę i służyły w celach rekreacyjnych.
Zbiorniki retencyjne na Uszwicy w powiecie brzeskim powstaną najwcześniej za kilka lat. To wersja optymistyczna. Nie ma jeszcze przygotowanej potrzebnej dokumentacji. Brakuje też pieniędzy. To jednak nie jedyne zmartwienie. Do inwestycji trzeba przekonać ludzi. Bo choć zbiorniki retencyjne mają chronić przed powodzią, to jednak pomysł ich budowy nie wszystkim się podoba. – Mamy tutaj pomoc ze strony ustawodawcy, który włączył zbiorniki retencyjne do specustawy, która bardzo przyspiesza procedurę wywłaszczenia ziemi potrzebnej na inwestycje – mówi wójt Paterek. Jednak jestem pełen nadziei, że nie będziemy musieli odwoływać się do takich środków. Jest oczywiste, że ludzie zamieszkujący tereny bezpieczne nie czują tej bezpośredniej presji, jak mieszkańcy wielokrotnie walczący z powodzią. Jednak na terenach zalewanych do tej pory nie da się wybudować zbiornika retencyjnego, musi on powstać na terenach, gdzie mieszkańcy bezpośrednio nie zetknęli się z tym żywiołem. Od opinii społecznej zależy też, czy zdecydujemy się na zbiornik suchy czy półmokry ale do tego jest jeszcze bardzo daleko, tak jak do procedury wykupu gruntów.
Wójt gminy Gnojnik Sławomir Paterek ma nadzieję, że tym razem plany budowy zbiornika zostaną szybko zrealizowane. – Przygotowanie dokumentacji, a szczególnie opinii środowiskowych to czasochłonna procedura. To może potrwać pół roku, ale może potrwać też pięć lat – mówi wójt Sławomir Paterek. W tej chwili staramy się we własnym zakresie poprawić bezpieczeństwo udrażniając koryto rzeki. Są prowadzone prace polegające na wycinaniu drzew i krzewów rosnących blisko wody, aby nie zatrzymywały jej przepływu. Tymi działaniami chcemy też przepędzić bobry, które chętnie budują swoje żeremia na terenach zalesionych. Oprócz budowania tam, bobry podkopują brzegi, doprowadzając do ich szybszej erozji. Naciskamy też na Wojewódzki Zarząd Dróg aby zabezpieczać miejsca, gdzie rzeka podmyła drogi lub chodniki. Musimy zdawać sobie sprawę, ze żeby uregulować cały bieg Uszwicy są potrzebne olbrzymie środki – od 120 do 150 mln złotych. Nie mamy co liczyć na takie finansowanie, musimy starać się sukcesywnie zabezpieczać jak najdłuższy odcinek rzeki. Ale jeżeli prace udrażniające nie będą prowadzone także w niższych odcinkach, woda nie będzie miała gdzie spływać, będzie się spiętrzać i będzie występować z brzegów.
Wójt Borzęcina Janusz Kwaśniak jest także zainteresowany inwestycjami przeciwpowodziowymi i zdecydowany na walkę o fundusze na ten cel. Gmina Borzęcin bardzo ucierpiała podczas ubiegłorocznej powodzi, wykonanie koniecznych inwestycji na jej terenie to koszt około 20 mln złotych.
Pierwszy krok został już zrobiony. Ochrona przeciwpowodziowa doliny rzeki Uszwica była kluczowym tematem spotkania w starostwie powiatowym w Brzesku, które odbyło się 18 lutego z udziałem członka Zarządu Województwa Małopolskiego Stanisława Sorysa, wicestarosty brzeskiego Ryszarda Ożóga oraz przedstawicieli gmin z powiatu brzeskiego i bocheńskiego.
Przypomnijmy, że Małopolska to rejon o największej ilości opadów, a duża zmienność przepływów decyduje o szczególnym zagrożeniu powodziowym. Średni odpływ jest prawie dwukrotnie wyższy od przeciętnego dla Polski, co wskazuje na potrzebę zwiększenia sztucznej retencji. Małopolski Sejmik, jako jeden z pierwszych w Polsce, przyjął tzw. Program Małej Retencji, który przewiduje budowę kilkudziesięciu zbiorników i polderów w całym regionie. Wzmocnią one przede wszystkim ochronę przeciwpowodziową, ale też będą magazynowały wodę i służyły w celach rekreacyjnych.
Zbiorniki retencyjne na Uszwicy w powiecie brzeskim powstaną najwcześniej za kilka lat. To wersja optymistyczna. Nie ma jeszcze przygotowanej potrzebnej dokumentacji. Brakuje też pieniędzy. To jednak nie jedyne zmartwienie. Do inwestycji trzeba przekonać ludzi. Bo choć zbiorniki retencyjne mają chronić przed powodzią, to jednak pomysł ich budowy nie wszystkim się podoba. – Mamy tutaj pomoc ze strony ustawodawcy, który włączył zbiorniki retencyjne do specustawy, która bardzo przyspiesza procedurę wywłaszczenia ziemi potrzebnej na inwestycje – mówi wójt Paterek. Jednak jestem pełen nadziei, że nie będziemy musieli odwoływać się do takich środków. Jest oczywiste, że ludzie zamieszkujący tereny bezpieczne nie czują tej bezpośredniej presji, jak mieszkańcy wielokrotnie walczący z powodzią. Jednak na terenach zalewanych do tej pory nie da się wybudować zbiornika retencyjnego, musi on powstać na terenach, gdzie mieszkańcy bezpośrednio nie zetknęli się z tym żywiołem. Od opinii społecznej zależy też, czy zdecydujemy się na zbiornik suchy czy półmokry ale do tego jest jeszcze bardzo daleko, tak jak do procedury wykupu gruntów.



(0)
Napisz komentarz